Ostatnio słuchałam tego
https://soundcloud.com/dominikanie
Na końcu ojciec powiedział, że czasem wysłuchanie drugiego człowieka może być początkiem uzdrowienia.
Jestem tego chodzącym przykładem. Za kilka dni minie rok od no właśnie- czego?
Przełomu bolesnego na początku, ale przełomu.
W tamtym roku zupełnie "przypadkowo"( nie wierzę od pewnego czasu nie wierzę w przypadki) trafiłam na Przystanek Jezus jako ewangelizator a przyjechałam na Woodstock.
Ten czas był jednak dla mnie samej. Bóg mnie po prostu tam chciał zacząć powoli uzdrawiać.
Sam mi to pokazał.
...
Chciałam sobie tylko w sumie jakoś zająć czas dlatego poszłam słuchać konferencji jezuitów- nawet nie za bardzo wiedziałam jaki ma być temat. Usiadłam i nic nie wskazywało na początku, że to co tam usłyszę będzie początkiem tak dużej zmiany we mnie. Konferencja była o obrazie Boga, że mamy ten obraz często skrzywiony przez najbliższych, że widzimy go jako sędziego, który za złe karze, za dobro może wynagradza. Taki facet z pałką,a On wcale taki nie jest, albo jako wielkiego nieobecnego w naszym życiu. Było jeszcze kilka przykładów obrazu Boga, ale te najbardziej zapamiętałam. To mnie wtedy poruszyło, bo zrozumiałam, że w jakiś sposób mój obraz Taty (tak się od jakiegoś czasu próbuję zwracać do Boga) jest podobny. Na końcu jeden z tych prowadzących powiedział, że jeśli coś kogoś poruszyło, ktoś chciałby porozmawiać to może do któregoś z jezuitów podejść zagadać. Jeżeli by tego nie powiedział nigdy bym nie podeszła. Nie lubię się "narzucać". Jeszcze wtedy po skończonej konferencji nie za bardzo miałam ochotę z kimś rozmawiać. Jednak podczas koronki do Bożego Miłosierdzia zaczęło się ze mną dziać coś dziwnego, gdy tylko zamknęłam oczy podczas modlitwy zaczęły na mnie spływać obrazy z mojej przyszłości, które w sposób negatywny kształtowały mój obraz Boga, siebie samej. Wtedy miałam wewnętrzne przekonanie, że sama sobie z tym wszystkim nie poradzę, że chcę by mnie ktoś wysłuchał. Jedynego księdza, którego znałam i któremu ufam wtedy nie było na polu, więc pełna odwagi (nie ode mnie pochodzącej) podeszłam do jednego z jezuitów i poprosiłam o rozmowę. Pamiętam, że zapytał ile to może trwać, odpowiedziałam, że góra dwadzieścia minut. Teraz śmieję się z tego pod nosem, bo ta rozmowa trwała wtedy chyba ponad godzinę. Pierwszy raz w życiu tak mocno poczułam się wysłuchana, nieoceniana. Podczas rozmowy została rozpoczęta operacja na otwartym sercu. Zostałam poinformowana, że to będzie boleć i bolało pierwszy raz w życiu przepłakałam pół nocy...
To co najbardziej utkwiło i dalej mnie uwiera to stwierdzenie, że nie mam co liczyć na taką miłość jaką bym chciała uzyskać od bliskiej mi osoby. Może to prawda, ale w zaistniałej sytuacji chciałabym chociaż wyżebrać tą miłość dla kogoś innego, bo wiem, że ona tą osobę mogłaby zmienić...
Po czasie zrozumiałam, że tak naprawdę tam na Przystanku Jezus nie rozmawiał a bardziej słuchał mnie jezuita tylko sam Bóg. On właśnie taki jest cierpliwie słuchający.
Warto z Nim rozmawiać.
...
Ciąg dalszy nastąpi. Jak tylko uda mi się zebrać po raz kolejny.
https://www.youtube.com/watch?v=Wyy4KT5ViLs&nohtml5=False
'Jest mi bardzo ciemno chociaż pod latarnią stoję"
Teraz idę porozmawiać z Tatą
Tym, który zawsze słucha
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz