piątek, 13 stycznia 2017

Nowe

Dlaczego siedzę w nocy i czuję przymus napisania tego tekstu? Nie czuję zmęczenia pomimo intensywnej pracy, może dlatego, że robiłam to co kocham. Do rzeczy wpadłam na pomysł, żeby pisać do Was tutaj listy, więc będzie inaczej czy lepiej?(gdy ostatnio myślę, że osiągnęłam  dno rynsztoku w pisaniu, a mój poziom naprawdę pozostawia wiele do życzenia)- Nie wiem. Czy zauważyliście, iż wraz z pisaniem bloga ilość niewiadomych wzrasta- bo ja tak. Teraz stoję w miejscu, gdzie wielu mogłoby powiedzieć- przegrałaś. Ja swoje jednak wiem, nie przypadkowo przecież wydarzenia w mej nieodległej przeszłości się tak splotły. Choć teraz nie za bardzo to wszystko rozumiem, to kiedyś wszystko stanie się jasne. Przyjmuję taką strategię, że czekam, aż w mym życiu nadarzy się jakaś dobra „okazja”i do niej wsiądę( u mnie w domu na stopa mówi się okazja), bo przecież tylko raz podczas podróży można odmówić wyjechania do Szwecji. Czekam i czekam, a na przystanku mojego życia, ktoś puścił radio i sobie gra: przewijają się słowa moich rodziców,przyjaciół, bliskich i dalszych, raz spotkanych i tych wiele razy i Słowa Boga i tak kolejno. Do tego trzeba dodać konferencje, kazania,(choć to często podciągnęłam pod słowa Boga) audycje radiowe i świetną muzykę. Wierzę, że w tym wszystkim i On przemówi. W sumie sama jestem ciekawa, dokąd ta droga zmierza. Przygotowuję się na szybką jazdę, z dużą ilością zakrętów, bo przecież jadę ze św. Jackiem. Zadaje mu pytanie jak on to zrobił, że jest tam gdzie jest? Czy nie wkurzały go te wszystkie struktury, a może właśnie bardzo go wkurzały i to olał? Jak żyć, żeby mieć taki zapał i zapalać? Wiem, że jedyna odpowiedź jest w Nim. Tylko czasem szwankuje linia i chyba jestem przygłucha. Ale o tym kiedy indziej.
xoxox
Pan.da

wtorek, 10 stycznia 2017

Spotkanie

Noc, znowu nie mogę spać. Myślę, przeplatam to cichymi modlitwami. Postanawiam znowu czegoś posłuchać, nie wiem jak na to trafiam. Zaskoczona słucham. Chłonę. Nawracam się. Tak dostępuję metanoi.  Jest noc a ja wiem, że  w niej światło zajaśniało.
Przypominam sobie to, co przecież wiedziałam, że Bóg o wszystkim wie. Czyli również o tym co trapi, boli i jest po ludzku trudne. Wreszcie rozumiem co mi kiedyś powiedział tam w wielkiej ciszy, gdy siedzieliśmy na herbacie.
Nie ma już miejsc, gdzie by Go nie było odkąd stał się człowiekiem.
Wczoraj trącałam myślami temat przemijania i przeżywania żałoby. Brak jest wielki, ale już mu tam lepiej, mocno w to wierzę i tym się podzieliłam z paniami wracającymi z pogrzebu, i one podzielały moje zdanie. To piękne, że na oko siedemdziesięcioletnie babcie mają wizję Boga, który jest dobry.

Nie wiedziałam jak to będzie jak spotkam się z małą, ale cóż ciężko mi było wytłumaczyć dlaczego tak się stało, bo sama nie wiem, bo czuję straszne wkurzenie na te wszystkie struktury. Wymyśliłam jednak, że przecież możemy pośpiewać i potańczyć, były wspomnienia. Ujęły mnie jej słowa, że nigdy na nich nawet nie krzyknął. Jakie to dobre podejście, teraz pozostają puste godziny niewypełnione śpiewem ani tańcem, puste miejsce gdzieś przy stole i trudne myśli czy do tego musiało dojść? 




wtorek, 1 listopada 2016

Gdy ziemia nie pachnie domem a może powinna?

Zupełnie ciemno już jest gdy w końcu zabrałam się do pisania tego tekstu. Tyle myśli kołata się wśród splotów mych ostatni może zbyt bardzo nerwowych. Ukojenie, cisza, gdzie się to podziało?
Czy już nie potrafię o to walczyć?
Od razu sobie odpowiem nigdzie się nie podziało, tylko czeka na mnie cierpliwie i spokojnie, aż po nie sięgnę, aż burza myśli przejdzie i aż zmądrzeję. Tak zmądrzeję i zobaczę co jest naprawdę ważne.
...
Dzisiaj Wszystkich Świętych więc wielka impreza w nieba, którą pewnie mój Piotrek( Pierr Giorgio Frassati) rozkręca, często się łapię na tym,  że gdy o nim myślę, to zawsze temu towarzyszy refleksja, że też bym tak chciała- umieć tak kochać, tak być tu i teraz, tak żyć a nie wegetować. Teraz wydaję mi się, że średnio mi to wychodzi, ale mam nadzieję, że on tam za mną się wstawia i dzisiaj myślałam o świętym Jacku, moim Jacku. Gdy przeczytałam jego życiorys, to rozumiem dlaczego się wybraliśmy nawzajem, a raczej on mnie kiedyś zawołał na górę do siebie, bo on tak jak ja nie potrafił usiedzieć w miejscu. Myślę, że też poruszałby się stopem dzisiaj i był naprawdę super gościem, który wiele potrafi poświęcić dla Ewangelii. Ja niestety nie.
Tak sobie z Jackiem jeździmy tym land-roverem, wypadam na zakrętach czasem- przyznam się bez bicia to ja często podkręcam prędkość i choć wiem, ze mogę zaraz zaliczyć glebę to dalej to robię, bo przecież no risk no fun
I tak jedziemy ja na ustach mam tylko słowa Ty wiesz.
...
Rozmyślania o niebie, kiedyś były bardzo uciążliwe dla mnie, nie wierzyłam w coś po śmierci, potem miałam wiele wątpliwości i to trwało dosyć długo, aż kiedyś Bóg dał mi łaskę uwierzenia w to, że coś jest jednak po śmierci. Jednak w niedługim czasie poznałam zasadę tu i teraz (SJ-tową) i gdzieś usłyszałam, że Jego Królestwo jest tu na ziemi, że niebo jest tu i teraz, bo jeśli nie mam go tu i teraz to nie będę go mieć nigdy i mega mi się to spodobało.

"Mistrz zwrócił się do ucznia, który stale, nieomal obsesyjnie,
myślał o życiu po śmierci:
- Czy warto tracić nawet najmniejszą chwilę na myślenie o
przyszłym życiu?
A czyż można nie myśleć?
- Oczywiście.
W jaki sposób?
- Żyjąc niebem tu i teraz.
A gdzież jest to niebo?
- Właśnie tu i teraz."

Tylko, że ja coraz częściej czuję, że każda ziemia pachnie mi obco jak to pięknie ktoś napisał, coraz częściej widzę, że nic nie widzę, że nic  nie wiem i nawet nie wiem, czy chcę wiedzieć.
Może to jest to Światło, na które mam czekać i czekam cierpliwie aż oświeci.
Wszystko będzie znów bolało, ale czekam, bo to jest zetknięcie się z prawdą o sobie, ona u mnie prawie zawsze jest bolesna, bo nie jestem taka super hiper i w ogóle. 
Ale o tym kiedy indziej.
Just celebrate 

sobota, 29 października 2016

1000 rzeczy

Ta notka miała być tylko o aniele od paczek, ale będzie o wiele więcej. Mogłabym napisać tylko o tym, ale  chciałabym też innymi spotkaniami się podzielić.
O aniele od paczek najpierw.
Pewnego pięknego dnia w tym tygodniu, gdy miałam wolne w pracy postanowiłam wysłać list i paczkę do znajomych. Miałam spore wyrzuty, że prezent tyle czekał. Gdy szłam na pocztę zobaczyłam mężczyznę, który w pewnym momencie zostawił swoje rzeczy na parapecie zewnętrznym sklepu i poszedł sobie w przeciwnym kierunku niż ja. Nie obróciłabym bym się , gdyby nie fakt, że za chwilę usłyszałam słowa: Niech Pan tego nie rusza to moje, ja tylko to zostawiłem, żeby pomóc. Odwróciłam się i zobaczyłam, że chłopak niesie dziewczynie paczkę a te słowa kierował do jakiegoś ubogiego, który widząc "bezpańskie" jedzenie chciał je zabrać . Pomyślałam sobie, może tu się umówili i chciał swojej dziewczynie pomóc. Okazało się jednak, że pomógł  jej bezinteresownie nawet jej nie znając. Fajnie, że są tacy aniołowie od paczek co to stają na naszej drodze. Mój anioł stróż przyszedł kiedyś mi na pomoc gdy siedziałam na dworcu w Krakowie i czekałam wieczorem na autobus,. Jakiś bezdomny się do mnie przysiadł, zobaczył to młody chłopak i natychmiast zareagował podchodząc do mnie, pytając czy nic się nie dzieję i odciągając bezdomnego ode mnie a mnie dyskretnie kazał iść stąd. Pomyślałam sobie, że naprawdę fajnego i dosyć przystojnego mam tego anioła.
...
Bóg mocno mi się objawiał w ludziach teraz mocno próbuję to wyłapywać i znów poprosiłam o modlitwę ojca, bo cały czas mam te osoby w głowie i wszystkie te sytuacje po ludzku cholernie trudne, w których tyle bym chciała zrobić a nie mogę nic, prócz modlitwy. Jak zawsze odpisał, bastion modlitwy, choć wiem, że setki ludzi pewnie się o nią zwraca do niego.
...
Dzisiaj byłam u dominikanów, u Jacka. Poszłam odpocząć, zmęczona całym tygodniem, obczaiłam sobie tam nową miejscówkę ma minusy, ale jest jeden plus wreszcie widzę ołtarz, czyli to co najważniejsze. Dzisiaj ktoś już siedział na mojej miejscówce, ale ławka duża także jeszcze z cztery osoby by się zmieściły. Msza sobie płynęła a ja przy znaku pokoju zorientowałam się, że tego kogoś już gdzieś widziałam (moja idealna pamięć do twarzy czasem jest śmieszna), skojarzyłam sobie fakty i tylko uśmiechnęłam się również do siebie po znaku pokoju, że nawet "konkurencja" przychodzi do dominikanów.
Gdzieś tam przelotem zobaczyłam kolejną znajomą twarz.
...
A ja uciekam
uciekam gdzie mogę
Gdzie mnie szukać będziesz?
A może Ty już dawno mnie nie szukasz?
Stoisz i jesteś koło mnie
Tylko, że niemy
Może ja jestem głucha
Ślepa i ułomna
Nie słyszę, niedowidzę tak jak wcześniej
Ból innego rodzaju
Tak chciałabym nie oczekiwać
Tylko jeszcze nie umiem
Nie umiem przyzwyczaić się do tego, że przez ogołocenie
do Ciebie dojdę i to iść muszę cały czas w dół
że w tej podróży nikt towarzyszyć mi nie będzie
ale do tego zdążyłam się przyzwyczaić
Uwiera mnie tylko maska, którą trzeba zakładać...

Chciałoby się brać nogi za pas, dać drapaka
I nie mierzyć się z tymi pytaniami, wątpliwościami
Niewiadomymi, które wydarzyły się w życiu z ranami do których jeszcze Go nie dopuściłam
Z ciągłym brakiem i pragnieniem
Ze swoimi słabościami
Z życiem a nie wegetowaniem


sobota, 22 października 2016

Łamiąc kości

Ból i walka o Światło, by móc codziennie za coś podziękować. Nie chcę oszukiwać. Jest rozwijająco. Nie wiem co dalej, jak to wszystko się potoczy, ale nadal mam to niesamowite poczucie, że to nie ja muszę to ogarnąć a On, że da radę nawet z człowiekiem o tak twardym karku jak ja, że jest Maryja, która jest rozmiękczeniem złych serc do, których wlewa się gorycz litrami. Nie mogę się poddać zniechęceniu do łamania kolejnych kości i działania agere contra. Tylko czy to ma sens i jest dobre? Czy ja sprzeciwiam się temu co powinnam w jakiś sposób niszcząc siebie?
...
Przyznam się, że chyba weszłam na ten stan kiedy człowiek potrzebuję szybko chwili wytchnienia, a tu terminy gonią, ludzie czekają, mnóstwo spraw do załatwienia itp. Żałuję tego również, że nie mam choć chwili codziennie choćby na 10 minut iść przed Najświętszy Sakrament i nic nie robić, nic nie mówić, tylko patrzeć. (Trzeba ogarnąć gdzie jest nocna adoracja). Ostatnio na modlitwę do Taty mówię przecież wiesz i myślę tylko o tym, żeby sobie odpocząć. Choć jeszcze nie potrafię do końca tak przy Nim być cały czas, kiedyś szczególnie po rekolekcjach o wiele lepiej z tym było. Ciszy też mi brak tak w ciągu dnia, choć chwili gdzie nie ma nikogo wokół mnie, nie ma ludzi do, których muszę się odzywać(wcale czasem tego nie chcąc), często w myślach uaktywnia mi się jak to Mello piszę mały dyktator, ale staram się myśleć o tym, że emocję to tylko chwila i one mijają. Dla mnie to ostatnio cholernie trudne.
...
Są dobre strony w końcu modlitwa jest jedynie dla mnie czasem gdzie chcę odpocząć, gdzie tak naprawdę uczę się nic nie dawać z siebie, nie pokazywać nie wiadomo czego. Przychodzę taka jaka jestem z połamanymi kośćmi, niepotrafiąca kochać...
Pełna niedoskonałości i nawet nie mając siły czegokolwiek zmienić w tej chwili, ale On mnie taką kocha i chyba dzięki temu żyję.
Mocno się staram nie zatracić tego patrzenia, że po coś mam ten kolejny dzień.
...
Wpis miał być o postrzeganiu różnych rzeczy a wyszła papka życiowa o zabarwieniu ciemności, przed którą się bronię ale swoją siłą to ja się nie obronię.

wtorek, 18 października 2016

Ciemność widzę

Pochłonęłam w drodze do domu pół  październikowego  W drodze. Tą połowę o nocy ciemnej w wierze i znalazłam tam tyle pięknych i prawdziwych rzeczy, których ja sama lepiej bym nie określiła. Zrobiłam sobie retrospekcje do niedawnej przeszłości. Cóż mogę przyznać , że jakiś czas temu miałam może podobny okres trwał prawie pół roku. Wiedziało o tym bardzo mało osób. Wkładałam cały czas maskę na twarz i chyba dobrze grałam. Choć i przez ten czas nauczyłam się bardzo wiele, nauczyłam się doceniać światło, ciszę i samotność jeszcze bardziej. Gdyby nie wdzięczność choćby minimalna za codzienność chyba bym stoczyła się na samo dno. Za radą pewnego mądrego człowieka, któremu ufam starałam się być cały czas w stanie łaski uświęcającej i trwać nawet gdy nie widziałam sensu. Nie chcę pisać co było pośrednią przyczyną tego kryzysu, bo to zbyt osobiste i nie chciałabym opisywać tego w Internecie. Mam jednak  pewność, że sam Bóg mnie w niego wprowadził przez  jak na razie najważniejszą rozmowę w moim życiu. Nigdy nie zapomnę jak po tej rozmowie poszłam za jakiś czas do spowiedzi i jak gdy już miałam odpuścić, bo cały czas siedziałam w kolejce z przeświadczeniem, że nie wiem po co tu jestem, to usłyszałam po raz pierwszy przez usta ojca( ale jestem przekonana, że tam w konfesjonale jest Jezus), że dobrze, że tu przyszłam, że przyszłam się uspokoić( kiedyś usłyszałam na jednej z konferencji, że idziemy do spowiedzi, żeby się naładować Duchem Świętym a ja tego wtedy bardzo potrzebowałam) i w sumie taka ulga, że to normalne i słowa, że jeszcze nie raz za swojego życia pewnie coś takiego przeżyję. Potem to właśnie przez ten sakrament Jezus mi najbardziej pomagał,  na kolejnej spowiedzi  usłyszałam, że On mnie kocha po raz pierwszy i to tak prosto w oczy.  Wiedziałam to wcześniej oczywiście, a może tylko podskórnie myślałam, ze wiem, ale od nikogo nigdy tego nie usłyszałam. Wtedy było mi to bardzo potrzebne. Ta noc nauczyła mnie tego, że z Bogiem można i warto się kłócić

W walce z Bogiem nie ma nic złego. Za każdym razem, gdy taką walkę podejmujemy, wychodząc z marazmu i obojętności. On tę walkę wygrywa a Jego zwycięstwo nad nami jest naszym zwycięstwem.

Wojciech Żmudziński W drodze 10/2016
 Było ostro, jakby to metaforycznie ująć leciały noże i patelnię w kierunku góry ale na szczęście z drugiej strony nie było takiego odzewu. W sumie wydawało mi się przez długi czas, że odzewu żadnego nie ma.
Co mi pokazał ten kryzys to jak strasznie pogubiona byłam i jestem nadal, a że wszystko zaczęło się w piękny słoneczny dzień, gdzie można by pomyśleć, że te tysiące osób otaczających mnie jest bardziej pogubionych to ja czułam się wtedy najbardziej pogubiona w kosmosie.
(I dalej błądzę a jeśli o tym zapomnę to jeszcze bardziej błądzę.)
...
Nie przedłużając to koniec nastał wtedy kiedy początek. Gdy już byłam u kresu sił to pojechałam na rekolekcje ignacjańskie SKB (nazwane przeze mnie ostatniej szansy) i tam pomimo cierpienia i trudności nastąpił zwrot akcji, przeze mnie tak oczekiwany. Tata mnie nawrócił, Jezus do mnie mówił w ciszy( dowiedziałam się jak bardzo mu na mnie zależy, że nigdy mnie nie zostawił, że walczy o mnie nawet wtedy gdy nie mam sił, ze chcę bym zawsze wiedziała, że jest blisko mnie, że zawsze mogę z Nim herbatę wypić, pozmawiać, że On jest realny , żywy i prawdziwy i daje mi prawdziwą wolność i dużo więcej) i mnie uzdrowił duchowo ( nie są to moje słowa, tylko jezuity, który mnie prowadził), ja na początku obawiałam się tego słowa bo jest bardzo duże, ale po prawie 10 miesiącach mogę przyznać, że owoce tego czasu do tej pory zbieram i, że  Tata naprawdę  wyrwał mnie z bagna w jakim siedziałam.
Nauczyłam się też tego, że Jezus mówi też milczeniem.
Ten kryzys, te rekolekcje zmieniły tak wiele, że  mogę powiedzieć iż jestem NOWYM CZŁOWIEKIEM, który jest pełen ułomności, ale jest kochany najbardziej pod słońcem i szczęśliwy pomimo zmęczenia i wszystkich trochę słabych rzeczy dziejących się ostatnio.
...
Czas na porcję cytatów z tekstu ojca Krzysztofa


Kochać może tylko ktoś, kto pozwala się zranić, a kto ucieka przed bólem i cierpieniem, nie nauczy się kochać i nigdy nie zostanie uzdrowiony. Przyjaciel Jezusa żyję odtąd z blizną w sercu, niosąc w sobie poczucie pokonania przez Stwórcę. A ludziom pokonanym przez Boga wcale nie żyje się łatwo[...] Pojawia się bolesna świadomość powszechnej bezdomności, jakby ta ziemia nie pachniała jak dom. Choć człowiek jest otoczony ludźmi czuję się dziwnie obcy. A jeśli próbuję o tym mówić, ma poczucie, że słowa są nieadekwatne, za małe. W końcu masz ochotę zamilknąć[...]
I odtąd już wie, że drugi człowiek, choćby najbliższy może przytulić ciało, ale jedynie Chrystus potrafi przytulić duszę. W drodze 10/2016


....
Dzisiaj poczułam się słabo w pracy, poszłam wcześniej do domu i w ramach, dotlenienia organizmu  po odpoczynku, poszłam do kościoła dominikanów(w którym czuję się jak w domu, w sumie nie wiem dlaczego, ale tak jest) uklękłam i jedyne co powiedziałam to to, że Jezu muszę odpocząć i będzie to chyba  moja częsta modlitwa w najbliższym czasie  . Zostawiam Mu pole do działania niech się modli we mnie i poszłam do Jacka człapiąc po schodach a był to wysiłek dla mnie dziś i mówię Ty wiesz, pomóż mi ogarnąć moje życie.
Poczułam się właśnie tak jakby Jezus przytulił moją duszę.



niedziela, 9 października 2016

Przez najbliższy czas znowu nie będę mieć dostępu do komputera, więc dzisiaj daje znak, że żyję.
Bliska mi jest duchowość pokonania, może dlatego, że wiele spraw w życiu mi po ludzku nie poszło.
Dokonywałam złych wyborów, z których nie potrafiłam się wyplątać, działy się rzeczy na które nie miałam wpływu.
Chciałabym na ten temat napisać parę wpisów może się uda, ale ostatnio coraz mocniej czuję się pokonana przez życie a może mocniej Boga. Przestałam oczekiwać, staram się cieszyć z tego co mi daje życie, nawet jeśli są to ochłapy i  już wiem, że człowiekiem "sukcesu" nie będę, ale czym jest sukces?
Od dawna już wiem, że to ani nie sława ani nie pieniądze, więc co ?
Cały czas mi się to krystalizuje i się gubię, zawracam- iby na czas się tylko nawrócić.

http://charaktery.eu/artykul/blogoslawione-niech-beda-bledy-upadki-i-porazki
Przeczytaj, żeby mnie zrozumieć
Naprawdę nie wyznaczam sobie celów. Nie uczestniczę w żadnych wyścigach, rywalizacjach. Nie dążę do sławy czy bogactwa. Pamiętam spotkanie z moim ulubionym nauczycielem licealnym, byłem już na studiach i przyjechałem do rodzinnego miasta. Spotkaliśmy się, poszliśmy na kawę, przeszliśmy na „ty”. Zapytał: „Co chcesz w życiu osiągnąć?”. Nie potrafiłem mu odpowiedzieć. Bo moim celem jest wszystko to, co życie przynosi. Po prostu życie. Dlatego nie ma tu miejsca na porażkę rozumianą jako nieosiągnięcie celu.