wtorek, 10 stycznia 2017

Spotkanie

Noc, znowu nie mogę spać. Myślę, przeplatam to cichymi modlitwami. Postanawiam znowu czegoś posłuchać, nie wiem jak na to trafiam. Zaskoczona słucham. Chłonę. Nawracam się. Tak dostępuję metanoi.  Jest noc a ja wiem, że  w niej światło zajaśniało.
Przypominam sobie to, co przecież wiedziałam, że Bóg o wszystkim wie. Czyli również o tym co trapi, boli i jest po ludzku trudne. Wreszcie rozumiem co mi kiedyś powiedział tam w wielkiej ciszy, gdy siedzieliśmy na herbacie.
Nie ma już miejsc, gdzie by Go nie było odkąd stał się człowiekiem.
Wczoraj trącałam myślami temat przemijania i przeżywania żałoby. Brak jest wielki, ale już mu tam lepiej, mocno w to wierzę i tym się podzieliłam z paniami wracającymi z pogrzebu, i one podzielały moje zdanie. To piękne, że na oko siedemdziesięcioletnie babcie mają wizję Boga, który jest dobry.

Nie wiedziałam jak to będzie jak spotkam się z małą, ale cóż ciężko mi było wytłumaczyć dlaczego tak się stało, bo sama nie wiem, bo czuję straszne wkurzenie na te wszystkie struktury. Wymyśliłam jednak, że przecież możemy pośpiewać i potańczyć, były wspomnienia. Ujęły mnie jej słowa, że nigdy na nich nawet nie krzyknął. Jakie to dobre podejście, teraz pozostają puste godziny niewypełnione śpiewem ani tańcem, puste miejsce gdzieś przy stole i trudne myśli czy do tego musiało dojść? 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz