Dzisiejsze czytanie
rozwałka
aż coś mnie tak ścisnęło. Przypomnienie minęły już dwa miesiące.
Doświadczenie nadal żywe. Tak jakby to było wczoraj.
Pojechałam tam z ogromnym drżeniem serca, wy -obijana z każdej strony.
Przeczuwałam pismo nosem,że to będzie cholernie trudny czas, ale chyba nie trudniejszy niż ostatnie miesiące co?
Tak się o to pocieszałam.
Zmoknięta jak kura stanęłam w drzwiach. Wreszcie dotarłam do dobrych drzwi. Ktoś czekał.
Jakieś kurtuazyjne pytania na początek i wspólni znajomi.
Pomyślałam z przekąsem świetnie się zaczyna, oby ten człowiek tylko mnie nie prowadził, bo nigdy nie wiadomo jakie tematy mogą wypłynąć, a tu wspólni znajomi.
Zawsze mało im ufam...
No a potem rano wstaje i moje nazwisko widnieje na tej liście, na której nie chciałam być.
Już byłam zdenerwowana. Pomyślałam będzie hardcorowo- najwyżej pogadamy o pogodzie.
Nie było słowa o pogodzie, tylko od razu pytanie. Pomyślałam, ale tak bez wstępu, uprzedzenia. Ja mam tutaj z Tobą rozmawiać o tym wszystkim, co tam w środku się kotłuje?
Pierwsza rozmowa i kocioł no miałam ochotę kogoś uderzyć. Tak mocno, a ja potrafię pomimo mojej postury. Druga również bolesna i we wzburzeniu. Trzecia już nie wytrzymałam i zapytałam, ale po co to wszystko, jaki to ma cel, jak to mi może pomóc, że ja tak tu przed Tobą.
Takie rozmowy są bardziej osobiste niż rozbieranie, bardziej się człowiek wstydzi, pokazać serce, ogołocić się ze swojej niby hardcorowej siły
Czwarta rozmowa już z górki, bo wiem że gość mnie nie skrzywdzi.
Piąta ostatnia w końcu po oschłości okazuje się, że każde z nas ma usta zakrzywione do góry
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz