Panie pomóż mi przyjąć to czego nie rozumiem.
Mam łaskę spotykania ludzi dobrych na swej drodze wiem, że na to nie zasługuję. Jednak czy istnieją ludzie źli? Coraz częściej mam wrażenie, że każdy w swym życiu został mniej lub bardziej zraniony w swoim życiu. Rany bolą. Nie każdy znajduje kogoś kto może mu pomóc, komu może zaufać. Kogoś przed kim bez wstydu pokaże swoje rany i poprosi o pomoc. Boimy się odrzucenia, tego, że może nas nikt nie zrozumieć...
Te rany mocno wpływają na nasze życie. Gdy ich dobrze nie opatrzymy to one prędzej czy później się otworzą i zacznie się z nich wylewać ropa, która zatruje nasze życie jeszcze bardziej. Wtedy tylko człowiek widzi ból, nic poza tym. Często nosimy takie rany nie uświadamiając sobie ich istnienia.
Gdy w końcu je dostrzeżemy, zobaczymy tą ropę, która zalewa nam świat. Nie wiemy co z nimi robić. Staramy się je albo znowu schować za plastrami krzywo poprzyklejanymi albo sami jeszcze bardziej je otwieramy. Chcemy by jak najszybciej przestały boleć, zabliźniły się. One jednak nigdy się nie zabliźnią do końca. Usłyszałam, że kiedyś poznamy się po ranach. To jakby niezmywalny ślad walki, bezbronności, smutku, łez...
Można je tylko oczyścić, bo one być może kiedyś staną się naszym błogosławieństwem.
....
Sama zadaje sobie czasem pytania dlaczego w moim życiu dzieją się takie a nie inne rzeczy. Pewnie nigdy nie uzyskam pełnej odpowiedzi, jednak ufam, że nic nie dzieje się przypadkowo.
Panie pomóż mi przyjąć miłość
Nie łatwe zadanie. Jednak doświadczyłam tej Miłości w życiu. Niezmywalny znak. Nie wiem jak Ty możesz tego doświadczyć.
Nie wiem nawet jak Ci mogę to opisać.
Ja doświadczyłam tego najbardziej w Ciszy i w oczach pewnego człowieka, ale to nie był jego wzrok.
Dziwne. Tak i dla mnie to wydaje się irracjonalne.
On zawsze ma ten wzrok.
Wtedy gdy nie mam sił, gdy zawalam na każdym kroku, gdy się cholernie boję, gdy łapię się na tym, że nie żyję, że jestem grobem pobielanym, gdy nie ma we miłości.
...
Wielki Post
Everest. Dopiero teraz go zaczynam, nie mogłam żadnego sensownego postu sobie znaleźć: wyłączyłam facebooka w środku czułam, że to nie to, nie jadłam słodyczy długo nie wytrwałam. Pomyślałam sobie przecież ostatnie dwa lata miałaś bardzo owocne postanowienia(kotynuuje jedno z nich do tej pory) to dlaczego w tym roku taka pustka.
Dlaczego?
Bo miało przyjść z czasem, mój Everest mój bardzo trudny szczyt
Mam nadzieję, że to nie jest tylko mój pomysł.
Codzienny ignacjański rachunek sumienia.
Wydawałoby się łatwe tylko piętnaście minut wieczorem.
Jednak dla mnie to pole bitwy z rozproszeniami z tym, że nie chcę mi się zobaczyć dobra( bo szybki w oczach, ktoś zalał czarnym tuszem)
bo mi się po prostu nie chce.
Tak się zmagam cholernie.
Czy wytrwam?
Czy to jest Jego?
Nie chcę się udoskonalać bez sensu. Nie o to w tym chodzi. Chcę widzieć siebie w prawdzie,w ŚWIETLE.
Gdzie jest to Światło obiecane nam?
https://www.youtube.com/watch?v=lEWrtljNLGY
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz