środa, 17 sierpnia 2016

Jak śliwka w kompot. Czyli o przyjaźni z Jackiem.


Dzisiaj jest wspomnienie św. Jacka. Święto dla mnie podwójne, bo dzisiaj również moja siostrzenica ma urodziny. ( Kto to czyta niech super o niej pomyśli,  bo naprawdę jest super)
...
Zacznijmy od początku. Świętego Jacka znałam bardziej ze słyszenia. Wiedziałam też, że jego grób jest u dominikanów, ale jakoś nigdy na górę nie chciało mi się wchodzić, choć do tego kościoła już od paru ładnych lat( będzie z  pięć na pewno) przyjeżdżam  regularnie  do spowiedzi i jak tylko mogę to w niedzielę na Eucharystię.
...
 Od pewnego dominikanina usłyszałam historię o tym jak za przyczyną tego świętego w krakowskim klasztorze pozbyto się drzewa, które zagrażało pokryciu kościoła.  Nie mogli dostać bracia pozwolenia na wycinkę, to pomodli się do Jacka a ten załatwił "naturalną " wycinkę, że wyrwało drzewo z korzeniami. Nic nikomu i niczemu się nie stało, a problem się rozwiązał. Tylko chyba nikt tak gwałtownego wiatru wtedy się nie spodziewał. Pomyślałam wtedy no nieźle. Potem przeczytałam, że nawet sami bracia trochę z obawą podchodzą do świętego. Ma różne ciekawe drogi, jest jaki pitbull, przygoda z nim jest jak jazda land-roverem tak o nim słyszałam.

Jednak rok temu pomyślałam raz kozie śmierć. Jak ja tyle razy tu w tym kościele jestem, jak co  jakiś czas słyszę o świętym Jacku i co najbardziej mnie pociągnęło wtedy po schodach na górę to moja sytuacja. Pomyślałam już mi to wszystko obojętne, gorzej już nie będzie a ja potrzebuję pomocy
 ( Tutaj chcę wyjaśnić, że dosyć ostrożnie pochodzę do wstawiennictwa świętych w swym życiu ).
Poczłapałam z tymi myślami na górę, miałam i tak dużo czasu( jak zawsze kolejka do spowiedzi była duża) kleknęłam przed grobem Jacka i powiedziałam  szczerze i otwarcie. Słyszałam jaki jesteś, chcę wierzyć w to, że jakoś mnie wesprzesz. Jestem gotowa na burzę z piorunami w swoim życiu byle tylko to wszystko szło w stronę Boga.
...
Tak zaczęła się nasza przygoda i tak naprawdę myślę, że to nie ja znalazłam św.Jacka a on mnie, chyba tam czekał na mnie. Czy zainterweniował- oczywiście. Nie obeszło się bez zaskoczeń, dziwnych zwrotów akcji w tej sprawie i ostrych zakrętów, ale wszystko po dłuższym czasie dzięki Bogu i świętemu Jackowi dobrze się skończyło.
Żeby nie było do tej pory gdy idę do kaplicy owego świętego mam małe zawahanie, że może jednak warto byłoby przez życie trochę spokojniej przejść, ale przecież raz się żyję.
Od jakiegoś czasu moja modlitwa za jego wstawiennictwem wygląda właśnie tak, że mówię Ty wiesz i tyle. Mam takie wrażenie, że nie muszę wiele mówić, wystarczy obecność.  Prowadzi mnie przecież drogami najlepszego Taty.
...
Tutaj super artykuł o świętym Jacku.
 http://miesiecznik.wdrodze.pl/index.php?mod=archiwumtekst&id=12211#.V7IugJiLTDc

"Łączy nas przede wszystkim organiczna niemożność usiedzenia w miejscu. Jestem pewien, że kiedy Jacek Odrowąż jako krakowski kanonik podejmował decyzję o wyjeździe do Rzymu, a później o wstąpieniu do nowego zakonu, miał wokół siebie ludzi, którzy znacząco pukali się w czoło. Tłumaczyli, że z pewnością sprzeciwia się woli Bożej, że ulega dziwnym podszeptom, że zamiast pracować organicznie tam, gdzie został postawiony, ucieka w duchowe ekstrawagancje. Wracając z Rzymu, Jacek ograniczał swoją rolę do rzucania pomysłów. Tak widział swoje powołanie – idąc przez Europę, chciał zarażać ludzi wiarą, rzucać ziarno, pozwalając, by później rosło sobie samo albo by doglądał go kto inny (w tym celu zakładał przyklasztorne szkoły). Przypominał współczesnego biznesmena, który zakłada firmę i zostawia ją, gdy ta ma już mocną pozycję na rynku, by szukać nowych wyzwań. Rozumiem go całym sercem."

Gdy przeczytałam wczoraj te słowa olśniło mnie to przecież o mnie. W domu już mnie nazywają od jakiegoś czasu włóczykijem.Nie potrafię usiedzieć w domu, tyle chciałabym zrobić, tyle zobaczyć. Świat jest przecież taki piękny. Rozumiem w pełni świętego Jacka. Nie mógł nie dzielić się tym co dostał, tym ogniem, który wewnętrznie go rozpalał. Dlatego poszedł by głosić.
...
Święty Jacku pomóż i nam odnaleźć Boga, wieczną Prawdę, prawdziwą Miłość i umiłowaną odwieczność. Naucz nas wierzyć i żyć w łasce, zwalczając nasze namiętności. Bądź z nami w drodze do Życia bez końca, aby widzieć, kochać i nieustannie wielbić Pana, który żyje i króluje na wieki wieków.
Amen 

Grafika ojciec T. Rojek OP
https://www.youtube.com/watch?v=qgrUclqSZmE


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz