Pochłonęłam w drodze do domu pół październikowego W drodze. Tą połowę o nocy ciemnej w wierze i znalazłam tam tyle pięknych i prawdziwych rzeczy, których ja sama lepiej bym nie określiła. Zrobiłam sobie retrospekcje do niedawnej przeszłości. Cóż mogę przyznać , że jakiś czas temu miałam może podobny okres trwał prawie pół roku. Wiedziało o tym bardzo mało osób. Wkładałam cały czas maskę na twarz i chyba dobrze grałam. Choć i przez ten czas nauczyłam się bardzo wiele, nauczyłam się doceniać światło, ciszę i samotność jeszcze bardziej. Gdyby nie wdzięczność choćby minimalna za codzienność chyba bym stoczyła się na samo dno. Za radą pewnego mądrego człowieka, któremu ufam starałam się być cały czas w stanie łaski uświęcającej i trwać nawet gdy nie widziałam sensu. Nie chcę pisać co było pośrednią przyczyną tego kryzysu, bo to zbyt osobiste i nie chciałabym opisywać tego w Internecie. Mam jednak pewność, że sam Bóg mnie w niego wprowadził przez jak na razie najważniejszą rozmowę w moim życiu. Nigdy nie zapomnę jak po tej rozmowie poszłam za jakiś czas do spowiedzi i jak gdy już miałam odpuścić, bo cały czas siedziałam w kolejce z przeświadczeniem, że nie wiem po co tu jestem, to usłyszałam po raz pierwszy przez usta ojca( ale jestem przekonana, że tam w konfesjonale jest Jezus), że dobrze, że tu przyszłam, że przyszłam się uspokoić( kiedyś usłyszałam na jednej z konferencji, że idziemy do spowiedzi, żeby się naładować Duchem Świętym a ja tego wtedy bardzo potrzebowałam) i w sumie taka ulga, że to normalne i słowa, że jeszcze nie raz za swojego życia pewnie coś takiego przeżyję. Potem to właśnie przez ten sakrament Jezus mi najbardziej pomagał, na kolejnej spowiedzi usłyszałam, że On mnie kocha po raz pierwszy i to tak prosto w oczy. Wiedziałam to wcześniej oczywiście, a może tylko podskórnie myślałam, ze wiem, ale od nikogo nigdy tego nie usłyszałam. Wtedy było mi to bardzo potrzebne. Ta noc nauczyła mnie tego, że z Bogiem można i warto się kłócić
W walce z Bogiem nie ma nic złego. Za każdym razem, gdy taką walkę podejmujemy, wychodząc z marazmu i obojętności. On tę walkę wygrywa a Jego zwycięstwo nad nami jest naszym zwycięstwem.
Wojciech Żmudziński W drodze 10/2016
Było ostro, jakby to metaforycznie ująć leciały noże i patelnię w kierunku góry ale na szczęście z drugiej strony nie było takiego odzewu. W sumie wydawało mi się przez długi czas, że odzewu żadnego nie ma.
Co mi pokazał ten kryzys to jak strasznie pogubiona byłam i jestem nadal, a że wszystko zaczęło się w piękny słoneczny dzień, gdzie można by pomyśleć, że te tysiące osób otaczających mnie jest bardziej pogubionych to ja czułam się wtedy najbardziej pogubiona w kosmosie.
(I dalej błądzę a jeśli o tym zapomnę to jeszcze bardziej błądzę.)
...
Nie przedłużając to koniec nastał wtedy kiedy początek. Gdy już byłam u kresu sił to pojechałam na rekolekcje ignacjańskie SKB (nazwane przeze mnie ostatniej szansy) i tam pomimo cierpienia i trudności nastąpił zwrot akcji, przeze mnie tak oczekiwany. Tata mnie nawrócił, Jezus do mnie mówił w ciszy( dowiedziałam się jak bardzo mu na mnie zależy, że nigdy mnie nie zostawił, że walczy o mnie nawet wtedy gdy nie mam sił, ze chcę bym zawsze wiedziała, że jest blisko mnie, że zawsze mogę z Nim herbatę wypić, pozmawiać, że On jest realny , żywy i prawdziwy i daje mi prawdziwą wolność i dużo więcej) i mnie uzdrowił duchowo ( nie są to moje słowa, tylko jezuity, który mnie prowadził), ja na początku obawiałam się tego słowa bo jest bardzo duże, ale po prawie 10 miesiącach mogę przyznać, że owoce tego czasu do tej pory zbieram i, że Tata naprawdę wyrwał mnie z bagna w jakim siedziałam.
Nauczyłam się też tego, że Jezus mówi też milczeniem.
Ten kryzys, te rekolekcje zmieniły tak wiele, że mogę powiedzieć iż jestem NOWYM CZŁOWIEKIEM, który jest pełen ułomności, ale jest kochany najbardziej pod słońcem i szczęśliwy pomimo zmęczenia i wszystkich trochę słabych rzeczy dziejących się ostatnio.
...
Czas na porcję cytatów z tekstu ojca Krzysztofa
Kochać może tylko ktoś, kto pozwala się zranić, a kto ucieka przed bólem i cierpieniem, nie nauczy się kochać i nigdy nie zostanie uzdrowiony. Przyjaciel Jezusa żyję odtąd z blizną w sercu, niosąc w sobie poczucie pokonania przez Stwórcę. A ludziom pokonanym przez Boga wcale nie żyje się łatwo[...] Pojawia się bolesna świadomość powszechnej bezdomności, jakby ta ziemia nie pachniała jak dom. Choć człowiek jest otoczony ludźmi czuję się dziwnie obcy. A jeśli próbuję o tym mówić, ma poczucie, że słowa są nieadekwatne, za małe. W końcu masz ochotę zamilknąć[...]
I odtąd już wie, że drugi człowiek, choćby najbliższy może przytulić ciało, ale jedynie Chrystus potrafi przytulić duszę. W drodze 10/2016
....
Dzisiaj poczułam się słabo w pracy, poszłam wcześniej do domu i w ramach, dotlenienia organizmu po odpoczynku, poszłam do kościoła dominikanów(w którym czuję się jak w domu, w sumie nie wiem dlaczego, ale tak jest) uklękłam i jedyne co powiedziałam to to, że Jezu muszę odpocząć i będzie to chyba moja częsta modlitwa w najbliższym czasie . Zostawiam Mu pole do działania niech się modli we mnie i poszłam do Jacka człapiąc po schodach a był to wysiłek dla mnie dziś i mówię Ty wiesz, pomóż mi ogarnąć moje życie.
Poczułam się właśnie tak jakby Jezus przytulił moją duszę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz