niedziela, 9 października 2016

Przez najbliższy czas znowu nie będę mieć dostępu do komputera, więc dzisiaj daje znak, że żyję.
Bliska mi jest duchowość pokonania, może dlatego, że wiele spraw w życiu mi po ludzku nie poszło.
Dokonywałam złych wyborów, z których nie potrafiłam się wyplątać, działy się rzeczy na które nie miałam wpływu.
Chciałabym na ten temat napisać parę wpisów może się uda, ale ostatnio coraz mocniej czuję się pokonana przez życie a może mocniej Boga. Przestałam oczekiwać, staram się cieszyć z tego co mi daje życie, nawet jeśli są to ochłapy i  już wiem, że człowiekiem "sukcesu" nie będę, ale czym jest sukces?
Od dawna już wiem, że to ani nie sława ani nie pieniądze, więc co ?
Cały czas mi się to krystalizuje i się gubię, zawracam- iby na czas się tylko nawrócić.

http://charaktery.eu/artykul/blogoslawione-niech-beda-bledy-upadki-i-porazki
Przeczytaj, żeby mnie zrozumieć
Naprawdę nie wyznaczam sobie celów. Nie uczestniczę w żadnych wyścigach, rywalizacjach. Nie dążę do sławy czy bogactwa. Pamiętam spotkanie z moim ulubionym nauczycielem licealnym, byłem już na studiach i przyjechałem do rodzinnego miasta. Spotkaliśmy się, poszliśmy na kawę, przeszliśmy na „ty”. Zapytał: „Co chcesz w życiu osiągnąć?”. Nie potrafiłem mu odpowiedzieć. Bo moim celem jest wszystko to, co życie przynosi. Po prostu życie. Dlatego nie ma tu miejsca na porażkę rozumianą jako nieosiągnięcie celu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz