Etap Poznań.
Gdy jechałam tam pierwszy raz w tym roku, czułam ekscytacje, nowe miasto, które zawsze chciałam zwiedzić. Chodziłam po nim i się mniej lub bardziej zachwycałam. Szukałam oczywiście jak to ja kościoła dominikanów, bo wiedziałam, że jest ciekawy architektonicznie. Po paru godzinach błądząc wreszcie trafiłam( bardzo lubię błądzić o ile nigdzie mi się nie spieszy), choć byłam już lekko podirytowana faktem, że przecież to musi być gdzieś blisko a już powoli nie mam sił nosić tego ciężkiego(analogowego) aparatu. Trafiłam w końcu akurat na Mszę, środek już nie do końca mnie zachęcił( ciemno jest w środku i trochę mi przypomina jakieś rzymskie starożytne budowle). Choć już kaplica akademicka jest piękna i naprawdę fantastyczna w swej surowości i prostocie kaplica z Najświętszym Sakramentem.
Pozwiedzałam wtedy Poznań, porobiłam zdjęcia analogiem( ma nowa miłość), tylko szkoda, że odbitki jeszcze nie zrobione.
Zjadłam najlepsze ciasto w swoim życiu( naprawdę, było no boskie na samą myśl to bym się dlatego ciasta spakowała i pojechała znów do Poznania)
W pociągu poznałam chłopaka i pomogłam mu w pracy nad obróbką zdjęć, przegadaliśmy całą drogę, miło to wspominam.
...
Gdy jechałam na egzaminy to już z drżeniem i ciekawością co to będzie. Okazało się, że ludzie, którzy również chcieli dostać się na fotograficzne studia w większości byli naprawdę fantastyczni. Pomagaliśmy sobie wzajemnie, podpowiadaliśmy co można by jeszcze zmienić na zdjęciach, które robiliśmy w drugi dzień, przed rozmową z komisją rozśmieszaliśmy się wzajemnie, wprowadzając atmosferę luzu. Choć komisja jak to komisja potrafiła nieźle dowalić ( szczególnie za malarstwo, co może trochę dziwić na fotografii, ja to na wstępie zostałam przywitana słowami pani praca to największa abstrakcja, a miała być martwa natura i kontrast z lekkością. Czy jakoś tak)
Pomyślałam super, wiem, ze mi nie poszło malarstwo, ale może pracę, które ze sobą przywiozłam coś pomogą( chyba nie pomogły). Potem jakieś pytania ogólno- artystyczne, co dzieję się w Kato gdzie studiowałam, jakie muzea tam otworzyli itp.Okazało się, że profesor, który o to pytał miał większą wiedzę ode mnie. Potem prezentacja swoich zdjęć wykonanych na egzaminie, co one dla mnie znaczą, jak zrealizowałam temat itp. Nie było tak, źle. Przynajmniej nikt mi się w twarz nie zaśmiał. Uff. Potem powrót z ciężką walizką i teczką i postanowienie poprawy, że już nigdy do Poz nie pojadę z walizką, bo przy wejściu na dworzec jest pełno schodów i brak wind. Choć pomógł mi pewien mężczyzna razi i dwie dziewczyny. Fajnie, że zauważyli, że z tyloma rzeczami może być ciężko. Wracałam z jednym płótnem i myślami, że pewnie bym się tu odnalazła.
Dużo jeszcze fajnych rzeczy się zdarzyło ale i stresujących ( jak na złe konto wpłacone pieniądze i wizja braku ich na powrót, ale na szczęście znalazł się też tańszy akademik u sióstr i pięknie spędzony wieczór na uwielbieniu w kościele i zawierzeniu tego czasu Bogu). Poznałam super dziewczynę w pociągu, poleciłam mojego ulubionego bloga i zrozumiałam, że bardzo lubię spotykać się z ludźmi niewierzącymi, bo to oni zmuszają mnie do rewidowania moich poglądów na temat Absolutu.
Kocham te rozmowy gdy dwie strony się szanują wzajemnie i próbują zrozumieć.
Smutny był tylko koniec tej rozmowy i stwierdzenie: Bo mnie nikt do tej wiary nie pociągnął, ani do Kościoła. Mnie sam Bóg pochwycił i oświecił ale to...
...
Nie udało się dostać, ale czy żałuję tego czasu?
Nie i nigdy nie będę żałować, bo zmierzyłam się sama ze sobą i to była najważniejsza walka jaką w tym czasie stoczyłam.
Nie z tymi ludźmi z komisji, tylko ze sobą. Poddałam się ocenie. Miałam świadomość, że może to się skończyć tym, że przestanę robić zdjęcia, dojdę do wniosku, że to nie ma sensu.
Jednak tak się nie stało, choć jakbym poszła tam rok temu to pewnie tak by było.
Teraz wiem, że mam to robić i nie patrzeć na innych, na ich opinie, mam to robić by pokazywać rzeczywistość taką jaka jest, by pokazywać piękno świata, by pokazywać ludziom, że można się zachwycać prostą fakturą firanki. WSZYSTKIM.
Można się zachwycić codziennością, a przez to zmienić się naprawdę.
Czy będę dalej próbować się dostać nie wiem. Być może, bo to jest to co kocham robić i do czego jestem powołana.
Pokazywać, że przez sztukę można dotknąć tego co Najważniejsze.
...
Jedyną osobą, która w sumie po dwóch miesiącach zadała mi pytanie, ale co się stało, że się nie dostałaś Ewelina był człowiek, którego zawsze "niby przypadkiem" spotykam(nie wierze w przypadki). Dopiero on zadał to fundamentalne pytanie, a ja nie widziałam co odpowiedzieć a teraz, może bym odpowiedziała, że zbyt mało wierzyłam i to była próba dla mnie?
Albo, że to miejsce widocznie nie było dla mnie na ten rok.
Teraz zaczynam życie odnowa, w nowym miejscu z nowymi ludźmi i wyzwaniami.
https://www.youtube.com/watch?v=44t_4MsLhcw&list=RD71eVDDy4-VE&index=13
Warto w życiu robić to co się kocha i dążyć do tego mimo trudności.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz