poniedziałek, 19 września 2016

Słodko-gorzki zapach dzisiejszego powietrza.

Dzisiaj wstałam skoro świt i do tego skoro świt będę musiała się przez swoje najbliższe życie przyzwyczaić. Dam radę.
Wczoraj ostatkiem sił wyplułam parę zdań, okazało się, że bez owocnie, ale cóż przynajmniej formalności się kończą. Potykam się sama o siebie. Stykam się ze sobą i całym wszechświatem, raz po raz uderzając twarzą w chodnik. Tak tak w chodnik, chyba jak każdy mam chwilę, żebym sobie poleżała na tym chodniku, pogrzała kości, posiedziała sobie w tym chlewie, bo choć to chlew to bardzo wygodny. Jednak codziennie wstaje, bo wiem, że jak zostanę w łóżku to skapituluje i przegram dzień.
A dlaczego o potykaniu jest bo znowuż zapętlam Leskiego Autofobię
i wiem, że jego tekst jest w 100% prawdziwy i rzeczywisty, bo my tak naprawdę uciekamy sami przed sobą, dajemy drapaka, bo boimy się, że odkryjemy w sobie to co najczarniejsze i najgorsze, cobyśmy nawet chcieli ukryć w najczarniejszą noc.
...
Dzień zrobiło mi jednak co innego słowa z Ewangelii
"Uważajcie więc jak słuchacie"
Matko czy ja uważam jak słucham i czy zauważam,że słucham tego co nie powinnam słyszeć, puścić mimo uszu.
Pierwsza sprawa, to jest jakaś plaga, tego, że my w ogóle nie potrafimy siebie słuchać, ja nie potrafię słuchać, choć się uczę tego. Patrzymy w telefony, tablety zamiast w twarz. Zamiast pokazać nam swoje piękne oczy, zamiast skupić się na tym, że haloooo tu z Tobą jest ktoś. Nie potrafimy się oderwać na chwilę, jakby to co dostaniemy, zobaczymy było ważniejsze od realnego spotkania a może jest?
To po co się spotykasz z tym człowiekiem, jeżeli on Cię w zupełności nie interesuje? Nie interesuje Cie, że przytył, zbladł, wyłysiał, że odkrył nową pasję, zdał egzaminy etc.
Druga rzecz to to, że nie słuchamy siebie wewnętrznie tego co jest w nas, uciekamy przed swoim ja, sercem . Przypomniała mi się taka sytuacja jak rozmawiałam z kimś o odkrywaniu siebie, rekolekcjach ignacjańskich i wtedy stwierdziłam, że boję się konfrontacji z własnym sercem, ale się po czasie zdecydowałam. Chociaż  po czasie widzę, że to było małe szturchnięcie tematu, jakaś bitwa na poduszki, kolejny etap to była prawdziwa wojna taka z armatami, rannymi i ogólnie sieczka, ale bardzo mi potrzebna. Bez niej bym tego nie pisała i możliwe, że nawet nie interesowałoby mnie to zdanie z Ewangelii ani ona cała.
Trzecia rzecz to zdanie to też umiejętność dobrego słuchania, czyli umiejętność wyłączenia sobie słuchu w pewnych sytuacjach, gdy ktoś Cię obraża, krzyczy na Ciebie itp. Przecież takie coś nie powinno mnie dotykać, jednak zawsze wywołuje jakąś reakcję i to od nas zależy jaka będzie. Czasem trzeba nie słuchać ludzi którzy słowami podcinają skrzydła, mówią, że to co robisz się nie opłaca, że nie będziesz miała/miał pracy, że nie warto iść w ciemno, że nie warto zaufać, że, że, że.
Dużo tych że mogłabym wypisać, bo sporo ich już w życiu usłyszałam, tylko, że to nie jest prawda. Możesz wszystko. Naprawdę, wszystko zaczyna się w Twojej głowie i sercu ale czy Ty masz z nimi łączność?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz